Ostatnie pięć dni - Julie Lawson Timmer
Ostatnie pięć dni... Już sam tytuł wskazuje główny temat książki, jednak absolutnie nie spodziewałam się, że książka będzie aż tak dobra.
Jestem ogromną fanką wszystkich książek wydawanych pod szyldem "Kobiety to czytają!" i właśnie ta pozycja okazała się niesamowitą perełką. Gdyby nie ten klub, pewnie nigdy nie dowiedziałabym się o debiucie literackim amerykańskiej radcy prawnej. A to byłaby ogromna strata.
Ostatnie pięć dni jest książką przepiękną, pełną życia, emocji. Nie można się od niej oderwać, choć jednocześnie czytelnik potrzebuje chwili wytchnienia od pełni uczuć, które siłą rzeczy przejmuje od głównych bohaterów. Choć książka przybliża losy dwojga ludzi, jakoś tak bardziej zafascynowała mnie historia kobiety.
Scott i Mara. Obojgu z nich zostało pięć dni. Marze- do dnia swojej śmierci, którą starannie zaplanowała; Scottowi- do dnia, w którym będzie musiał pożegnać się z chłopcem, dla którego był czasową rodziną zastępczą, a który ma wrócić do swojej biologicznej matki.
Mara to młoda kobieta, u której kilka lat wcześniej zdiagnozowano nieuleczalną genetycznie uwarunkowaną chorobę ośrodkowego układu nerwowego - chorobę Huntingtona. Choroba, która odbiera, krok po kroku, wszystkie umiejętności człowieka, która atakuje znienacka i powoli zabija. Potwór, któremu stawić czoło jest ogromnie trudno. Mara, pełna życia prawniczka, początkowo bagatelizuje pierwsze objawy. Aż w końcu nie może dłużej udawać, że wszystko jest dobrze, a jej dziwne stany fizyczne i psychiczne spowodowane są stresem i przemęczeniem. Dzień otrzymania ostatecznej diagnozy to jednocześnie dzień odliczania do dnia śmierci - dnia, który ma nastąpić w najbliższe urodziny (10. kwietnia) po pierwszym sygnale, świadczącym o kompletnej wygranej Huntingtona.
Scott jest nauczycielem, który wraz ze swoją żoną od dawna stara się o dziecko. Pewnego dnia los stawia na jego drodze niesamowicie utalentowanego sportowo chłopca, któremu decyduje się pomóc. A gdy nagle nadchodzi dzień, gdy młodzieniec musiałby zrezygnować ze sportowej kariery i zająć się opieką nad młodszym bratem, bez wahania decyduje się pomóc obojgu - starszemu, umożliwiając mu dalszą edukację, młodszemu, tworząc razem z żoną czasową rodzinę zastępczą.
Opis ostatnich dni życia Mary, pełen wzruszeń, okropieństwa Huntingtona, z którym człowiek niestety nie jest w stanie wygrać i miłości Mary do najbliższych (i odwrotnie), a także opis ostatnich dni mieszkania Młodego Człowieka ze Scottem i jego żoną to jedna wielka, przeogromna dawna emocji. Dawno żadna książka tak mnie nie wzruszyła, dawno nie płakałam z bezsilności i współcierpieniem z główną bohaterką. Ta książka to nie jakaś przesłodzona historyjka z happy endem. To opowieść o radościach, a przede wszystkim smutkach życia. To opowieść o walce z przeciwnościami losu. A nade wszystko to opowieść o sile miłości. Decyzja Mary jest kontrowersyjna. Każdy może ją oceniać według siebie. I dlatego też Ostatnie pięć dni jest tak bardzo dobrą książką. Kończąc czytanie, czytelnik zostaje sam ze swoim sumieniem i milionem pytań, ale najważniejszym z nich jest co ja bym zrobił/a na miejscu Mary/Scotta? I każdy kto chce, niech najpierw przeczyta, a potem sam na chwilę zatrzyma się i zastanowi, co by zrobił gdyby....
Komentarze
Prześlij komentarz