We wspólnym rytmie - Jojo Moyes

Opis z okładki:


Dobry jeździec wie, że ma tylko jedną szansę, aby zaskarbić sobie szacunek konia. Wie też, że przez jeden wybuch gniewu może na zawsze stracić jego zaufanie. Konia można bowiem skrzywdzić tylko raz. Potem latami odbudowuje się zerwaną relację. Z ludźmi bywa podobnie… 

Świat Natashy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Natasha zamknęła się w swojej samotności, postawiła na niezależność i karierę. Kiedy decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta „dziewczynka znikąd” odkryje przed nią życie na nowo.

Co się stanie, gdy Natasha zaryzykuje wszystko dla dziewczynki, której nawet nie zna i nie rozumie? Czego można się nauczyć od osoby, która kocha bardziej konie niż ludzi? 

We wspólnym rytmie to opowieść o kobiecie, która nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłaby znów być kochana, i o dziewczynie, która jest gotowa kłamać i kraść dla kogoś, kogo kocha.

Miłość istnieje w tym, co się robi, w małych i dużych gestach. To, że się o niej nie mówi, nie oznacza, że jej nie ma.


Moja recenzja:

Moyes znowu nie zawiodła!! Pewnie jak większość czytelników, swoją przygodę z autorką rozpoczęłam od Zanim się pojawiłeś. Później w ekspresowym tempie pochłonęłam kolejne jej powieści. Sięgając po We wspólnym rytmie z jednej strony byłam ogromnie ciekawa, jaką historię tym razem będę mogła poznać. Z drugiej jednak strony bałam się, że mnie rozczaruje, a ja sama będę ją ciągle porównywać do majstersztyku, jakim dla mnie była wydana w styczniu Dziewczyna, którą kochałeś. Niepotrzebnie. Zupełnie niepotrzebnie!
We wspólnym rytmie zawładnęła moim sercem i umysłem, choć nie ukrywam, że początek mnie trochę znurzył. A później to już nie mogłam się oderwać, bo tak bardzo chciałam poznać, jak zakończy się ta historia. Natasha, Mac, Sarah i Boo. Żona i mąż, który odszedł, ale nagle wraca. Nastolatka i nieokiełznany koń. Każde z nich ma za sobą bolesną historię, każde z nich ma problem z zaufaniem drugiemu. A jednak czas potrafi zaleczyć każdą ranę, wlewa nadzieję w nawet najbardziej zatwardziałe serce i pozwala na nowo rozkwitać miłości (i nie ważne czy to jest miłość dwojga ludzi, czy człowieka do zwierzęcia, a zwierzęcia do człowieka). Historia opowiedziana przez Moyes jest piękna, a jednocześnie absolutnie realna, nie jest zbyt kolorowa i cukierkowa. Mamy tu trudną miłość, zranione uczucia, walkę o odzyskanie zaufania i marzenia, które tylko czekają na spełnienie. Zapewniam, że tak jak ja, nie będziecie się mogli oderwać od tej historii i nawet jeśli nie macie pojęcia o koniach (a to zwierzę jest jednym z głównych bohaterów powieści), to choć trochę je poznacie dzięki Moyes. I tylko pustka pozostanie w sercu, kiedy już skończycie i przewrócicie ostatnią kartkę w książce. Oby ta pustka została szybko zapełniona przez zupełnie nową powieść Jojo Moyes.
Dziękuję wydawnictwu Znak literanova za możliwość poznania Natashy, Maca, Sarah i Boo.


Dane szczegółowe:

tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy
tytuł oryginału: The Horse Dancer
data wydania: 31.07.2017
liczba stron: 528
wydawnictwo: Znak literanova
cena katalogowa: 39,90

moja ocena: 5/5

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W pułapce - Magda Stachula

Moje serce w dwóch światach - Jojo Moyes

Powiem tylko raz - Lisa Gardner